Niepowtarzalny talent pozwolił mu wcielać się w bohaterów, którzy na stałe weszli do kanonu polskiej kultury, jak Kmicic z Potopu czy Azja Tuhajbejowicz z Pana Wołodyjowskiego. To aktor, który nie tylko odtwarza role – on nimi żyje, oddając widzowi całą głębię ludzkich emocji, pasji i dramatów. Wniósł do polskiego i światowego kina nie tylko nieśmiertelne kreacje, ale i nieokiełznaną energię, którą magnetyzuje każdą scenę.

Boisz się starości?
Ona jest nieunikniona, to naturalny etap życia. A ja, mimo blisko osiemdziesięciu lat, czuję się pełen energii. Ćwiczę, pracuję, interesuję się życiem, jestem aktywny – i wydaje mi się, że teraz lepiej mi to idzie niż za młodości, chmurnej i durnej. (…)
A wydawałoby się, że kobiety, szczególnie aktorki, gorzej niż mężczyźni znoszą przemijanie…
Ta teoria, że kobiety panikują przed starością, nie ma podstaw. Znam wiele mądrych kobiet, które przyjmują starość z godnością. Jak można nie akceptować czegoś, co jest nieuchronne? Nawet śmierci, której nie ma sensu rozważać bez końca. To, co nieuchronne, po prostu jest. Najpiękniejsza rzecz, którą mogę zacytować, to słowa księdza Twardowskiego: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Z każdym rokiem, z każdym wiekiem, odczuwam to boleśnie. Prawie każdego dnia ktoś z mojego pokolenia odchodzi. (…)
Po co jest w nas ten lęk przed starością?
To lekkie uczucie żalu, gdy zdajesz sobie sprawę, że chciałoby się żyć dłużej? Bo jestem zdrowy, pełen energii. Może po to, by o siebie dbać. Codziennie ćwiczę, jeżdżę na rowerze, spędzam czas w siodle. Może nie wskakuję już na konia w galopie, ale wciąż czuję się, jakbym miał trzydzieści lat.
Długie trasy robisz rowerem?
Jeśli tylko jestem w domu i mam trochę wolnego czasu, potrafię wyruszyć na godzinną przejażdżkę. Gdy dzień nie jest wypełniony obowiązkami od rana do wieczora, jak dzisiaj, gdy nagrania zaczynam dopiero od dwunastej, to już rano wsiadam na rower, a przedtem godzinę spędzam na najrozmaitszych ćwiczeniach. Dzięki temu nie czuję się fizycznie jak osiemdziesięciolatek, ale jak człowiek młody, pełen energii. Porcja ćwiczeń – trzy kwadranse – naprawdę odmładza, sprawia, że czuję się, jakbym miał znowu wiele lat mniej.
A jakie ćwiczenia robisz?
Zaczynam dzień od stu brzuszków, jeszcze w łóżku. To jest kluczowe, bo jeśli wstaję i od razu idę do łazienki, to czuję ból w całym ciele, jestem schylony jak starsi ludzie. A te brzuszki i wyginanie kręgosłupa trwają tylko dziesięć minut i już wychodzę z łóżka wyprostowany, jak młody dąb po burzy. To jak poranna modlitwa. Potem idę do maszyny wibracyjnej, która wibruje pod różnymi częstotliwościami, od delikatnego szmeru do intensywnego pulsowania, przenikając mięśnie aż do kości. To wynalazek Rosjan, stworzony dla kosmonautów, którzy ćwiczyli mięśnie po dłuższym przebywaniu w stanie nieważkości. Ta maszyna dosłownie za ciebie ćwiczy. Po tej wibracyjnej sesji schodzę na dół i gram na pianinie (…) Gram na pianinie przez piętnaście minut, aby uspokoić duszę i umysł. A potem wchodzę do salki bokserskiej. Tam w rytmie uderzeń w gruszkę bokserską odnajduję siłę i wytrzymałość. Zakładam stare rękawice, które dostałem od Leszka Drogosza. To pamiątka po moim przyjacielu, symbol przeszłości i walki. (…)
Jak długo trenujesz?
Runda bokserska trwa trzy minuty, ale dla seniorów to półtorej do dwóch minut. W tym czasie staję się wojownikiem, walczę z cieniem, z przeszłością, z samym sobą. Po boksie wchodzę na łódeczkę, która ćwiczy nogi, ręce, ramiona i krzyż. To wszystko pomaga mi utrzymać formę, jakbym był rzeźbiarzem, który kształtuje swoje dzieło. Potem jeszcze grawitacyjna maszyna do rozciągania kręgosłupa. Bóg wymyślił, że z wiekiem kręgi się ściskają, powodując ból. Ale ta maszyna rozciąga kręgosłup, daje ulgę, jakby rozciągała same nici życia.
Jak to działa?
Wisisz na niej, a kręgosłup się rozciąga, jakby ktoś wyciągał cię w stronę nieba. Mięśnie brzucha trzymają kręgosłup w ryzach. I tak kilkadziesiąt razy. Potem się troszkę kręci w głowie. Trzeba chwilę posiedzieć. Ale potem czujesz się jak młody bóg. Prysznic, śniadanie i do pracy. A jeśli chodzi o picie wody, to ważne jest, żeby pić dużo i często sikać. Wszystko funkcjonuje wtedy lepiej, łącznie z umysłem. Woda to źródło życia, jak mówił Heraklit – płynąca rzeka, która oczyszcza i odnawia.
Zapomniałeś o endorfinach. Podobno wydzielają się podczas uprawiania sportu. Choć u mnie chyba wydziela się kortyzol na samą myśl, że miałabym teraz biegać.
Ach, endorfiny, te hormony radości. Piesek biega i aportuje, bo instynktownie wie, że ruch daje szczęście. To radość zaklęta w każdym kroku, w każdym podskoku. Koń w stajni rży na mój widok, bo wie, że zaraz będzie biegał, galopował, że poczuje wolność w swoich mięśniach. Ruch to życie, radość, szczęście. (…)
Czy taki mężczyzna, który podoba się kobietom, się starzeje? Czy może jego urok i szarm utrzymuje się do końca, bez względu na wiek?
To zły adres. Wiem, że moje role mogą się kobietom podobać, ale nigdy nie odczuwałem, że jestem obiektem pożądania. Zawsze byłem raczej nieśmiały, skromny w swoim podejściu. Byłem raczej introspektywny, cichy, może trochę zagubiony w tej męskości.
Naprawdę chcesz powiedzieć: nieśmiały?!
No, też nie do końca (śmiech). Całe życie kobiety były dla mnie ważniejsze od wszystkiego. Już jako dziecko w rodzinnym Drohiczynie zmysłowo podkochiwałem się w przedszkolance. Jak było tańczenie w parach, tak kombinowałem, żeby zostać z nią. Wtulałem się w nią na wysokości pępka, pamiętałem jej zapach. Miałem sześć. Pamiętam to doskonale. W Drohiczynie taka piękna historia. Już wtedy, w takim wieku, czułem tę subtelną magię kobiecej obecności, pragnienie bliskości i ciepła. To był pierwszy smak miłości, niewinny, ale intensywny. Chciałem być starszy, dorosły, żeby móc wyrazić to uczucie pełniej, bardziej świadomie. Ale nawet wtedy, jako dziecko, wiedziałem, że miłość ma różne odcienie, że jest w niej coś magicznego i nieuchwytnego.
Czy w pewnym wieku kończy się pogoń za kobietami?
Absolutnie nie. Kobiety są dla mnie fascynujące w każdym wieku. Może nie mam już tej biologicznej konieczności, ale podziw dla piękna i inteligencji kobiecej pozostaje niezmienny. W każdym wieku można cieszyć się życiem, miłością i pasją. Starzenie się to tylko kolejny rozdział, który można pisać z wdziękiem i radością. Najlepiej w domu, u boku ukochanej żony.
A jaka jest miłość ostatnia?
W życiu miałem kilka miłości. Ta jest głęboka, prawdziwa, choć często burzliwa. Potrafimy kłócić się cztery razy dziennie, ale za to jak cudownie się godzimy. To bywa czasami straszne, bo oboje mamy wybuchowy charakter, ale szybko nam to mija. I to najważniejsze. Rzadko kończy się tym, że zwijam kołdrę i idę do innego pokoju. Zwłaszcza że to źle wpływa na naszego pieska, który sypia z nami. Biega wtedy oszalały między pokojami, nie wiedząc, gdzie się podziać. Ze względu na niego nie możemy spać osobno. To oczywiście zaprzecza temu, co odpowiedziała Marlena Dietrich, gdy zapytano ją, czy oddzielne sypialnie wpływają na trwałość związku. Ona powiedziała, że nie sypialnie, ale oddzielne stolice. Ja się z tym nie zgadzam. Uwielbiamy być w jednym łóżku wieczorem, z pieskiem, poczytać i się przytulić. Uwielbiam te chwile bliskości, które są esencją naszego związku. Chciałoby się tak przeżyć kolejne osiemdziesiąt lat.
Osiemdziesiąt lat to dużo czy mało?
Podobno tyle już ludzie nie żyją. Jak się mówi, że ktoś umarł w wieku osiemdziesięciu lat, to poważny wiek. Ja sobie tego nie wyobrażam. Chyba że jakaś straszliwa choroba… która skosiła już tylu moich przyjaciół, jak moją poprzednią żonę. Rozstaliśmy się, ale była kimś bardzo bliskim. I raptem rak trzustki. A przecież nawet nie miała siedemdziesięciu lat. Przerażające, odeszła już kilka lat temu. Pierwsza żona też – raptem wylew. Za wcześnie to wszystko. No, śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Ksiądz Twardowski miał rację. To przypomnienie, że nasze istnienie jest tylko chwilą w ogromie wieczności, że jesteśmy jak te migoczące gwiazdy, które gasną zbyt szybko.
Jak się kończy czas aktora?
A bo ja wiem? Na razie mam tyle planów na przyszłość, że boję się, że nie zdążę ich wykonać. Przed chwilą zakończyłem kolejny audiobook. Nagrywam całą „Trylogię”, wcześniej był Pan Tadeusz. Jaka to była dla mnie przyjemność! (…)
Czas aktora się nie kończy.
Myślę, że wtedy, gdy w pewnym momencie przestaje dostawać role. Albo traci pamięć. I to jest najbardziej dramatyczne. Mam kilku wybitnych kolegów w Polsce, którzy nie mogą uprawiać tego zawodu, bo nie są już w stanie nauczyć się na pamięć. I to jest tragedia. Jest jeszcze w pełni silny, fizycznie, zawodowo, a nie może się nauczyć. Na szczęście mnie to nie dotyczy – w tej chwili gram równolegle w pięciu sztukach. (…)
Jesteś pracoholikiem?
Nie. Bardzo lubię nic nie robić. Jestem leniem. Ale walczę z tym lenistwem. I ta walka sprawia mi przyjemność. No, ale mam tak wielu przyjaciół, że nie ma kiedy się nudzić. Nie mogę powiedzieć, jak kiedyś Iwaszkiewicz: „Zapomnieli o mnie, nikt nie dzwoni, nie przychodzi…”. Był w moim wieku, kiedy pisał o starości, o odchodzeniu i o smutku wywołanym tym, że telefon milczy. A u nas nie milczy. Nas wkurza, że telefon dzwoni za często. Czyli jesteśmy wybrańcami losu. Ciągle ktoś do nas dzwoni.
To kiedy mężczyzna robi się stary?
Dobre pytanie. Może wtedy, gdy pojawiają się zmarszczki, gdy zadyszka dopada na schodach albo gdy kobieta ustępuje mu miejsca w tramwaju. Ale czy to oznacza starość? Dla mnie bycie starym to stan umysłu. Choć mam swoje lata, wciąż czuję się młody duchem. Mnie jeszcze nikt nie ustąpił miejsca, bo nie jeżdżę tramwajami, ale też dlatego, że nie czuję się staro. Starość to nie tylko liczba lat.
A siwy włos mężczyźnie dodaje uroku?
Dodaje charakteru, bez wątpienia. Siwy włos to symbol mądrości, doświadczeń i przeżyć. Ja się bardzo cieszę, że to właśnie siwe włosy dodają mi pewnego uroku. Całe życie byłem ryży, a teraz, gdy włosy zaczynają siwieć, czuję się, jakbym zyskał nowy kolor życia. Nawet Krysię pytają, czym farbuję włosy, bo te siwe pasma mieszają się z ryżymi, tworząc ciekawą, wyjątkową barwę. To jest dla mnie lepsze niż to, co miałem przez całe życie. Ten nowy kolor to taka mieszanka przeszłości i teraźniejszości, coś, co noszę z dumą.
A czy jakieś twoje wartości przeminęły?
Czasem pytają mnie, czy z wiekiem człowiek staje się mądrzejszy. Myślę, że tak. Choćby z powodu tego, co przeżył, co przeczytał, z powodu ludzi, których miał szczęście spotkać. Ja spotkałem mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy byli dla mnie autorytetami. Od matki i ojca po starszego brata. A potem byli reżyserzy, przyjaciele. Miałem dziewiętnaście lat i byłem na pierwszym roku studiów, kiedy Wajda wybrał mnie do Popiołów. Wziąłem urlop dziekański z błogosławieństwem rektora Kreczmara. Ale zwrócił się do mnie mój ówczesny nauczyciel filozofii, profesor Morawski: „Chciałbym panu pogratulować z mojego podwórka. I zwrócić pana uwagę, że będzie pan grał główną rolę u wielkiego reżysera. W wielkiej literaturze. Ale ja chcę co innego panu przekazać. Otóż będzie pan miał okazję przebywać w towarzystwie jednego z najwybitniejszych intelektualistów Europy. I grona, w jakim on się obraca. A to byli Andrzejewski, Dygat, Konwicki, Żuławski. I niech pan nie zmarnuje tego czasu. Niech pan korzysta. To będzie pana uniwersytet”. Rzeczywiście, byłem w towarzystwie najwspanialszych umysłów polskich. Pod względem sztuki, erudycji, wiedzy, wrażliwości, spojrzenia na historię i politykę. To mnie kształtowało. Wszyscy czterej zachowali się w pamięci jako wielcy. Zastanawiam się, czy w związku z tym nie masz marzeń o nieśmiertelności. Nie. Natomiast wiem i wiedzą to wszyscy, że człowiek może żyć znacznie dłużej. I już żyje. Jeszcze niedawno kobieta pięćdziesięcioletnia była starszą panią, dziś jest bardzo atrakcyjną kochanką. Ba, i sześćdziesięcioletnia, i siedemdziesięcioletnia. A mężczyzna, który ma osiemdziesiąt lat, to już nie jest zgrzybiały starzec. A medycyna oferuje nam coraz więcej części zamiennych. Mam okulary do czytania trzy i pół, nie mam też już sokolego oka, gdy patrzę w dal, co mnie trochę wkurza. Ale w tej chwili można wymienić soczewki i widzieć tak, jak się widziało w młodym wieku. I ja to już tej jesieni zrobię, jak dożyję.
Jak to „jak dożyję”?
Żartuję, ale kto tam wie. Moi dziadkowie, kiedy byli dużo młodsi niż ja teraz, mówili: „Po święcie Bożego Ducha, a na Wielkanoc, jak dożyjemy, no to będzie…”. Więc ja mówię też: jak dożyję, to pierwsza rzecz, którą zrobię. Czeka mnie też wymiana jednego biodra, ale dziś co to za operacja, już małym pieskom wstawia się endoprotezy i biegają jak nowe.
A może niedługo japońscy naukowcy wymyślą tabletkę na nieśmiertelność i jeszcze będzie cię na nią stać?
Tego nie wiem. Ale to by było bez sensu. Gdzie by się ludzie pomieścili na takiej małej Ziemi, którą jeszcze tak skutecznie niszczą? Natomiast dziś w sprawności umysłowej i fizycznej można żyć znacznie dłużej niż jeszcze pół wieku temu. Moja ciocia, starsza siostra mojej mamy, przeżyła sto jedenaście lat. Umarła, usnęła właściwie, trzy dni po swoich stu jedenastych urodzinach. Pamiętam, gdy miała sto pięć lat, dzwonię do niej, a ona nie odbiera telefonu. Pełni najgorszych przeczuć pojechaliśmy z Krysią na Saską Kępę. „Ciociu, czemu ciocia nie odbierała?” – zapytałem, gdy otworzyła drzwi. „No jak to?! To wy nie wiecie, że o tej godzinie to ja się gimnastykuję?” – odpowiedziała zdumiona. Pamiętam też, jak zabrali ją na trzy dni do szpitala, żeby wstawić ten rozrusznik. Odwiedziliśmy ciocię razem z jej lekarzem. „Jak się ciocia czuje?” – zapytaliśmy. „Bardzo dobrze, a wy jak się czujecie? Teraz grypa panuje, Daniel, musisz się zaszczepić – odpowiedziała. – Ja się szczepię regularnie”. Miała wtedy sto pięć lat i złościła się, że za pięć lat znów trzeba będzie wymienić rozrusznik, bo taką ma gwarancję. Lekarz powiedział nam: „Wiecie państwo, że ona ma rację. Z jej stanem fizycznym i podejściem do życia może doczekać jeszcze jednej wymiany”. I doczekała. W wieku stu dziesięciu lat miała kolejną wymianę. Miała prawie sto dziesięć lat i zawsze brała udział w wyborach. Zawsze głosowała prawidłowo, mając serce po właściwej stronie. Dyskutowała ze mną o polityce. I zawsze mówiła: „To ty masz długowieczność we krwi”. Ale tej krwi, żeby długo krążyła, trzeba pomagać.
W tekście wykorzystano obszerne fragmenty wywiadu, który ukazał się w książce „Męskie Gadanie” która ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis.
*Rozmawiała Beata Biały
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Jeśli podobają Ci się nasze treści, to udostępnij naszą stronę swoim znajomym
Chcesz opublikować na naszym portalu jakąś ciekawą historię, napisać własny artykuł? Napisz do nas: redakcja@seniornaczasie.pl
REKLAMA
FUNDACJA SENIOR NA CZASIE
KRS | 0001065276
NIP | 9462733434
REGON | 526765451
Ul. Frezerów 3, 20-209 Lublin
+48 730 540 210
kontakt@seniornaczasie.pl
Fundacja Senior na Czasie informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie seniornaczasie.pl podlegają ochronie.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.
© Copywright 2024 Fundacja Senior na Czasie