Polaków i Australijczyków dzielą tysiące kilometrów. Ale jedni i drudzy po latach pracy przechodzą na emeryturę. Co robią Polacy – wiemy, ale ciekawe, czym zajmują mieszkańcy wyspy na końcu świata, kiedy jeszcze wiele mogą, a już nie muszą codziennie zrywać się do pracy. Australijskie babcie żyją aktywnie. Wnuki, jeśli trafiają pod ich opiekę, zajmują babciom jeden, najwyżej dwa dni w tygodniu. W pozostałe dni babcie i dziadkowie cieszą się spotkaniami z przyjaciółmi w klubach, pracą w ramach wolontariatu i aktywnością ruchową.

Większość Australijczyków kończy pracę w terminie przewidzianym przez prawo, czyli w wieku 67 lat. Jednak nie oznacza to, że zaszywają się w swoich domach. Wręcz przeciwnie. Australijczycy są bardzo towarzyscy i aktywni. Lubią spędzać czas ze znajomymi, w klubach narodowych lub sportowych.
Nordic walking i rowery nie cieszą się taką popularnością, jak w Europie. W gronie srebrnowłosych mieszkańców antypodów bardzo popularny jest bowling, joga, basen. Licznie pojawiają się na zajęciach aquaareobiku, na których można dostrzec sporo mężczyzn. Na basenach wydzielone są specjalne pasy dla… chodzących! Pasy te cieszą się dużą frekwencją, gdyż tego typu rehabilitacja ruchowa jest bardzo popularna wśród osób, które nie potrafią lub nie czują się na siłach pływać. W wielu dzielnicach Perth przez całe lato odbywają się na plażach i w parkach bezpłatne zajęcia ruchowe: joga, tai chi oraz zajęcia taneczne lub pilates. Korzystają z nich wszyscy, ale sporo jest osób w bardziej zaawansowanym wieku.
Wielu Australijczyków, którzy uwolnili się już od zawodowych obowiązków, wykorzystuje wolny czas, podróżując. Posiadanie domu na kółkach i wyjazdy na kilka lub kilkanaście dni są bardzo popularne. Niektórzy emeryci sprzedają nawet swoje domy i ruszają w objazd wokół całego kontynentu. Zwiedzają, biwakują i cieszą się pięknem dzikich zakątków swojego kraju.
Australijczycy, nawet ci dojrzali, lubią zmieniać miejsce zamieszkania. Łatwo podejmują decyzje o sprzedaży domu i przeprowadzce do innego stanu. Robią to nie tylko w związku z pracą, ale często również na emeryturze, by przenieść się z wielkiego miasta, np. Sydney, do mniejszej miejscowości, gdzie życie jest tańsze. Często wybierają przy tym Zachodnie Wybrzeże ze względu na korzystne ceny nieruchomości, przyjemny klimat zbliżony do śródziemnomorskiego i bezpieczeństwo.
Podróże zagraniczne nie są zbyt popularne wśród Australijczyków. Jednak ci, którzy są migrantami, często jeżdżą do swoich krajów nawet na pół roku. Pragną pobyć z rodziną i przyjaciółmi, ciesząc się niższymi kosztami utrzymania. Sześć miesięcy to maksymalny okres przebywania poza Australią, jego przedłużenie grozi utratą świadczeń emerytalnych.
Australijskie babcie, rezygnując z pracy zawodowej, nie przechodzą na etat niani, mimo że opieka nad dziećmi (przedszkole zwane tu day care i niańki) jest kosztowna. Większość dziadków zajmuje się wnukami najwyżej jeden lub dwa dni w tygodniu. W weekend spędzają czas z rodziną przy grillu nad basenem lub nad oceanem.
Spora część dziadków nie ma nawet takich obowiązków. Jest to związane z tym, że Australijczycy są bardzo mobilnym społeczeństwem i bardzo często przeprowadzają się z rodzinami nawet na drugi koniec kontynentu. Babcia i dziadek mają wtedy wolne od obowiązków rodzinnych.
Wiele osób, które zakończyły już pracę zawodową podejmuje się pracy na zasadzie wolontariatu. Firmy i organizacje są do tego przygotowane. Mają specjalne działy koordynujące pracę wolontariuszy, którzy otrzymują niewielkie wynagrodzenie zwane zwrotem kosztów, są przez nich ubezpieczeni. Emeryci podejmują się wolontariatu przede wszystkim by prowadzić życie socjalne.
Być może wywodzi się to jeszcze z czasów pierwszych australijskich osadników, ale w Australii jedną z najważniejszych umiejętności jest życie społeczne. Community, czyli wspólnota, pozwalała przetrwać w trudnych czasach, więc umiejętność życia społecznego jest uznawana za jedną z podstawowych i najważniejszych umiejętności mieszkańca antypodów. Żyje się w społeczeństwie i dzięki społeczeństwu. Osoba, która nie ma swojej grupy, z którą spędza czas, jest źle postrzegana. Należy gdzieś przynależeć. Można być wolontariuszem w zoo lub w szpitalu, przepuszczać dzieci przez ulicę w pobliżu szkoły bądź pomagać w jednym z licznych sklepów charytatywnych, takich jak Salvos, Vinnies lub Op shop. Jeśli ktoś nie należy do żadnej grupy, nie jest to mile widziane. Po prostu nie wypada.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Jeśli podobają Ci się nasze treści, to udostępnij naszą stronę swoim znajomym
Chcesz opublikować na naszym portalu jakąś ciekawą historię, napisać własny artykuł? Napisz do nas: redakcja@seniornaczasie.pl
REKLAMA
FUNDACJA SENIOR NA CZASIE
KRS | 0001065276
NIP | 9462733434
REGON | 526765451
Ul. Frezerów 3, 20-209 Lublin
+48 730 540 210
kontakt@seniornaczasie.pl
Fundacja Senior na Czasie informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie seniornaczasie.pl podlegają ochronie.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.
© Copywright 2024 Fundacja Senior na Czasie