Uwielbiam serfować w sieci, ale nie dam się oszukać!

Internet i media społecznościowe stały się dla nas czymś codziennym i niemalże niezbędnym do życia. Na tym bazarku znajdziemy wszystko… Sprzedamy, kupimy, poznamy nowych znajomych, poprosimy o sprawdzoną radę. Przyzwyczailiśmy się, ale to nie zwalnia nas z zachowania ostrożności.
Kiedy uczyłam mojego syna korzystania z internetu, nie zakładałam mu blokad, ale wpoiłam mu, że internet nie jest autorytetem. Że zawsze warto informacje zweryfikować w innych źródłach. Nasze pokolenie doskonale to rozumie, zostaliśmy wychowani na opiniach autorytetów, wiedzieliśmy, że możemy im zaufać, bo słowa, szczególnie te drukowane i publikowane, są zweryfikowane i mają swoją wartość. Niestety media społecznościowe to najczęściej groch z kapustą, z którego trudno wyłuskać to, co naprawdę wartościowe. Każdy może publikować swoje opinie, twierdzenia, nawet jeśli nie ma wiedzy i nie dochowuje rzetelności wobec czytelników, wrzuca to na FB lub Instagram. Wiele firm wykorzystuje naszą ufność i zrobi wszystko, żeby namówić nas do kliknięcia w link, kupienia kolejnego cudownego specyfiku… Zawsze wśród uczciwych znajdą się hieny, które chcą nieuczciwie zarobić. Jak to robią?
Zdrowie… interesuje nas wszystkich, wszyscy chcemy żyć długo i zdrowo. To właśnie dlatego tak chętnie szukamy wszelkich informacji na ten temat. W naszym wirtualnym świecie jest wiele portali i blogów przygotowywanych profesjonalnie i rzetelnie przez lekarzy, ekspertów, dziennikarzy mających odpowiednie przygotowanie, po prostu przez specjalistów. Wszystko jest dobrze, jeśli szukamy autorytetów, specjalistów, ekspertów z udokumentowaną wiedzą i doświadczeniem. Łatwo ich odnaleźć przez wyszukiwarki internetowe lub portale dla pacjentów. A czasem informacje od superspecjalistów wpadają nam same… na maila, na Facebooka… Ostatnio obserwuję wysyp blogów i portali z milionami łatwych, prostych, skutecznych, szybkich i fantastycznych domowych sposobów i rozwiązań, które przyniosą natychmiastowy efekt, są antidotum na ból bądź receptą zapewniającą szybki powrót do zdrowia.
Pogrzebałam w necie, idąc tropem tych portali, blogów i… przeczucie mnie nie myliło. Nie będę wymieniała ich nazw, bo po co? Ale warto wiedzieć, że po pierwsze, najczęściej nie wiadomo, kto jest właścicielem tych wspomnianych kopalni wiadomości, brak jakichkolwiek informacji na stronie, a w zakładce o polityce prywatności administratorem jest właściciel portalu, czyli kto? A potem informacja, że większość wpisów, zdjęć, filmów została… znaleziona w Internecie. I jeszcze zastrzeżenie, że właściciel portalu nie jest producentem treści, jest jedynie ich dystrybutorem. Czyli akceptujemy ciasteczka, bo nikt nie czyta tego, co jest w polityce prywatności i pozwalamy sobie przesyłać te bzdury. Inne blogi bardzo sprytnie – pomiędzy informacjami o domowych metodach – „sprzedają wywiady” z megaspecjalistami, profesorami, kierownikami katedr o polsko albo obco brzmiących nazwiskach… Dwóch takich megaspecjalistów postanowiłam wyśledzić. I… Owszem, polski Google zna takie nazwiska, ale takich osób nie ma nawet w jednej, najbanalniejszej informacji. Czy więc istnieją? Mam wątpliwości, ponieważ blog nie jest polski, a osoby anonsujące się jako prowadzące także jakby nie z naszego kraju… Za to pod wywiadem ulokowano produkt, który ma rozwiązać poważny problem zdrowotny.
Często zdarza się też, że pojawia się nam symulowany wpis, w którym znane osoby z tytułami naukowymi, cenieni specjaliści od medycyny naturalnej nagle reklamują – choć wcale o tym nie wiedzą – jakiś cudowny specyfik. Nawet trzymają go w ręce… Tylko lekarz, profesor nie wie, że jego wizerunek został wykorzystany w niecnych celach. Widać, że to chamska reklama, ale odbiorca internetowy może zaufać, widząc osobę, którą szanuje i ceni. I o to chodzi hienom! Masz zaufać i kupić. Ale jak zaczniesz grzebać w necie, łatwo znajdziesz informacje, że produkt ten sprzedaje firma z Nowego Meksyku albo z Burkina Faso. A autorytet osób publicznych cierpi, tak jak nasz portfel, gdy dokonamy zakupu. Takiego typu niemiła niespodzianka spotkała autorytety i osoby nam znane, m.in. kardiologa profesora Adama Torbickiego, dziennikarkę Ewę Drzyzgę, Małgorzatę Rozenek, a ostatnio także farmaceutkę, założycielkę firmy Dr Irena Eris, którą przedstawiano jako osobę leczącą żylaki. Dlatego moja rada, jeśli widzicie taką nachalną reklamę, zajrzyjcie na profil tej osoby, przecież jeśli rzeczywiście ma coś wspólnego z polecanym preparatem to nie będzie tego ukrywać, zapewne publicznie o tym poinformuje, a nie na poście sponsorowanym firmy xxxx.
Ja w to nie wierzę, ja sprawdzam wszystko, co Internet podsuwa mi pod oczy, ale wiele osób tego nie robi i… daje się nabrać, bardziej sobie szkodząc, niż pomagając, szczególnie jeśli dotyczy to zdrowia.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Jeśli podobają Ci się nasze treści, to udostępnij naszą stronę swoim znajomym
Chcesz opublikować na naszym portalu jakąś ciekawą historię, napisać własny artykuł? Napisz do nas: redakcja@seniornaczasie.pl
REKLAMA
FUNDACJA SENIOR NA CZASIE
KRS | 0001065276
NIP | 9462733434
REGON | 526765451
Ul. Frezerów 3, 20-209 Lublin
+48 730 540 210
kontakt@seniornaczasie.pl
Fundacja Senior na Czasie informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie seniornaczasie.pl podlegają ochronie.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.
© Copywright 2024 Fundacja Senior na Czasie