Wydaje się, że większość nieporozumień w związkach damsko-męskich bierze się stąd, że mężczyźni nie wiedzą, czego naprawdę pragniemy. Czy tak jest rzeczywiście? Czy kobiety pragną miłości, a mężczyźni tylko seksu? Czy seks bez miłości jest gorszy?

Na to pytanie i wiele innych odpowiada Michał Lew-Starowicz lekarz, specjalista psychiatra i seksuolog, psychoterapeuta i wykładowca akademicki. Jest także badaczem mózgu i emocji człowieka oraz autorem wielu prac naukowych. Popularyzując wiedzę poważnie lub na wesoło, trzyma się faktów i dzieli doświadczeniem.
A to tak jest, że profesor ma wiedzieć? Odnoszę wrażenie, że im więcej się uczę, im więcej angażuję się w różne badania naukowe, tym więcej mam pytań o naturę i seksualność człowieka. Czyli im więcej wiem, tym więcej mam wątpliwości i tym mniej posługuję się zamkniętymi, twierdzącymi zdaniami. Nie potrafię podać uniwersalnej listy pragnień właściwych dla każdej kobiety, tak jakby to była lista produktów potrzebnych do zrobienia sernika. Podstawowe pragnienia bliskości, akceptacji, bezpieczeństwa, seksualnego spełnienia są rzeczywiście dość uniwersalne, to znaczy, że dla większości osób są one ulokowane wysoko w hierarchii potrzeb i rzadko która kobieta zaprzecza ich znaczeniu. Marta Meana, amerykańska naukowczyni, terapeutka par i była prezeska Society for Sex Therapy and Research, podobno miała w swoim gabinecie dwa panele sterowania – jeden symbolizował działanie męskiego pożądania, drugi – żeńskiego. Ten pierwszy był wyposażony tylko w prosty włącznik on-off, drugi tymczasem miał liczne pokrętełka. „Próby dociekania, czego pragną kobiety, to prawdziwy dylemat” – twierdziła. Poznając psychikę i seksualność kobiet, dowiadujemy się o ich złożoności i zróżnicowaniu, bo wpływają na nie liczne czynniki, a wiele uwarunkowań wciąż pozostaje do odkrycia.
To stereotyp bazujący na często deklarowanych postawach zgodnych z oczekiwaniami kulturowymi. Szczególnie w konserwatywnych społeczeństwach kobietom nie wypada pragnąć seksu. Ale rzeczywiście kobietom zwykle łatwiej przychodzi rozmawianie o uczuciach, nazywanie ich i mówienie językiem emocji. Mężczyźni od dziecka są uczeni, że okazywanie uczuć jest mało męskie, że facet musi być twardy, niewzruszony, nieemocjonalny. To słynne: „Chłopaki nie płaczą” albo „Nie maż się, nie jesteś babą”. Dlatego panowie głęboko zakopują swoje uczucia. To także umacnia stereotyp, że mężczyźni pragną tylko seksu, a kobiety miłości. Natomiast kobiety, uczone cnotliwości i wstrzemięźliwości, swoje pragnienia erotyczne chowają równie głęboko, jak mężczyźni wrażliwość i emocjonalność.
Wiele kobiet się tego obawia. Nie bez powodu – syndrom Madonny i ladacznicy wciąż pokutuje: kobiety cnotliwe i wierne to właściwy materiał na żonę, a kobiety lubieżne, wyuzdane, rozbudzone seksualnie z całą pewnością będą zdradzać i od takich trzeba się trzymać z daleka, co najwyżej można się z nimi wyszumieć. To też kwintesencja podwójnych standardów dotyczących seksualności mężczyzn i kobiet. Bo mężczyzna, który miał mnóstwo partnerek seksualnych, jest atrakcyjny, o nim mówi się, że już się wyszumiał, więc idealnie nadaje się na męża, a kobieta…
Taka rada byłaby idiotyczna. Bo po pierwsze – utwierdzając go w tym wizerunku, z dużym prawdopodobieństwem ryzykujesz, że tego seksu nie dostaniesz. A po drugie – im dłużej się coś udaje, tym potem trudniej ujawnić się w relacji takim, jakim się jest. Czasy także się zmieniają i mimo wszystko postępuje większa otwartość seksualna. Pojawia się też swoisty kult erotycznej doskonałości wśród osób bardziej wyzwolonych seksualnie, odległy od modelu tabuizowania seksu. Przy czym skrajności bywają ryzykowne i brzemię seksowności może stać się tak samo uciążliwe, jak brzemię cnotliwości. Kobieta myśli o sobie i pokazuje światu: jestem doskonałą kochanką. I ta doskonała kochanka musi zawsze świetnie wyglądać, jak Afrodyta, która się wyłania z piany, przyjmować w czasie seksu pozy, jak aktorka porno, reagować w sposób równie rozbudzony, żywiołowy, mieć kilka orgazmów z rzędu. To przestaje być naturalne, a kobieta staje się zakładnikiem własnego wizerunku, w którym nie ma miejsca ani na niedoskonałość, ani na potrzeby, które nie zgadzają się z obrazem z romansu lub filmu pornograficznego. Czasem ma jednak ochotę zmyć makijaż, a orgazm nie przychodzi przy każdym zbliżeniu.
I często nie ma. Bo rozpaczliwe dążenie do orgazmu i nieustanne kontrolowanie, jakim się jest, powoduje, że nie ma się żadnego. A wszystkie, które są, są udawane. Aż w końcu przychodzi moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś tak doskonała czy tak doskonały, jak by się mogło wydawać. Tylko jak się wycofać z tego wizerunku? Mężczyznom jest pod tym względem trochę trudniej się ukryć. Bo u nich emblemat nie tyle zaangażowania, co bycia podnieconym, jest widoczny gołym okiem. Również orgazm fizjologicznie wiąże się najczęściej z wytryskiem, więc mężczyźnie trudniej jest go symulować.
Seks bez miłości i seks uprawiany z miłością mają się nijak do dobrego seksu i kiepskiego seksu. Tak naprawdę to cztery różne jakości: ktoś może doświadczać dobrego seksu, szytego na swoją miarę, bez miłości, dla innego seks bez miłości będzie zły albo zły z tym partnerem, ale już nie z innym. Ktoś inny przeżywa dobry seks z miłością, a jeszcze inna osoba kiepski seks, mimo że z miłością.
Miło by było, żeby wiedział. Jako że faktycznie większość kobiet właśnie tam ma zlokalizowany szczególnie wrażliwy i wdzięczny do stymulacji rejon, strefę erogenną, co pięknie i obrazowo tłumaczyła już Michalina Wisłocka. Warto też uświadomić sobie kwestię istnienia części wewnętrznej łechtaczki oraz innych stref erogennych. Znajomość budowy i działania własnego ciała pomaga. Dla mężczyzny zwykle jest dość oczywiste, gdzie ma swojego penisa, wiedzą to też jego partnerki lub partnerzy. Natomiast i kobiety, i mężczyźni często nie rozumieją złożoności kobiecej anatomii. Drugim istotnym elementem jest umiejętność słuchania, uwzględniania potrzeb partnerki, odkrywania tej indywidualnej mapy ciała i podążania za jego potrzebami.
„A jakiej kochanki pragnie partner czy partnerka?” – pytam. A potem mówię: „Proszę zacząć z nią rozmawiać. Dowiedzieć się, czego pragnie i czego potrzebuje”. Na czym mu/jej zależy. Bo jeżeli pragnie czułego, delikatnego kochanka i długich pieszczot, bliskości, poczucia długiego zespolenia, to bycie dobrym kochankiem nie będzie poległo na namawianiu na szybki numer w przedpokoju. Dla niektórych pragnieniem może być zmienność, ciągłe zaskakiwanie. W większości pragnień najczęściej jednak jesteśmy powtarzalni. Nawet jeśli czujemy potrzebę zmienności, to zwykle dotyczy ona niektórych sytuacji, wyłamania się poza pewną rutynę, ale nie musimy na każdy dzień mieć zaplanowanej innej pozycji z Kamasutry lub innego scenariusza w sypialni. Bycie dobrym kochankiem oznacza umiejętność podążania za pragnieniami partnera, bycia otwartym na różne doświadczenia seksualne, mniejszej koncentracji na sobie.
Według mnie jest to indywidualny sposób przeżywania szczególnej i silnej więzi z drugą osobą. Kochać możemy partnera, rodziców, dzieci i inne bliskie osoby. Miłość romantyczna odnosi się tylko do partnera. Z punktu widzenia neuronaukowca myślę oczywiście o procesach zachodzących w naszym mózgu. Zakochanie powoduje bowiem burzliwe zmiany czynnościowe w układzie nerwowym. Zmiany aktywności mózgu zachodzą nie tylko w obecności tej drugiej osoby, ale nawet na skutek myślenia o niej. Powtarzalne doświadczenia wpływają na kształtowanie się połączeń neuronalnych, wzmacnianie określonych dróg związanych z przeżywaniem uczuć, emocji, doznań wiążących się z byciem z drugą osobą, co do której żywimy takie uczucia. Biologia miłości obejmuje też złożoną grę różnych substancji chemicznych w naszym mózgu, aktywacji poszczególnych obszarów odpowiedzialnych za poszczególne aspekty związane z naszą reaktywnością seksualną. W przypadku przeżywania pożądania drugiej osoby na poziomie poznawczym istotną rolę pełnią regiony kory przedczołowej czy fragmenty płatów skroniowych. W przypadku emocjonalnego przeżywania kontaktu seksualnego znaczenie mają takie rejony, jak ciało migdałowate, układ nagrody, jądra podkorowe. Za przeżywanie przyjemności z bycia z bliską osobą i przetwarzanie emocji odpowiada kora obręczy. Nagradzające, przyjemne doświadczenia wiążą się ze zwiększonym uwalnianiem dopaminy w jądrach podkorowych, szczególnie w jądrze półleżącym i brzusznym polu nakrywki, integracja przyjemnych doznań odbywa się w grzbietowo-bocznej korze przedczołowej…
U różnych osób i w różnych relacjach obejmuje różny czas. Część partnerów w związkach mówi, że okres najsilniejszej namiętności trwał u nich kilka tygodni, inni, że kilka miesięcy, a jeszcze inni, że dwa, trzy lata. Oczywiście silna namiętność jest zarezerwowana dla początkowej fazy związku, kiedy pojawiają się elementy nowości i niepewności powodzenia, silna motywacja, wyjątkowo intensywne przeżywanie tych pierwszych tygodni czy miesięcy relacji. Ich przebieg, intensywność i trwałość zależą też od częstości spotkań, poczucia niepewności lub bezpieczeństwa odnośnie do przyszłości relacji czy samych doświadczeń wzajemnego kontaktu. To jest kumulacja wszystkich elementów. Przeżywanie siebie i wzajemnego pożądania zmienia się wraz z pojawieniem się mechanizmów przywiązania, które też są neurologicznie sterowane, za nie odpowiadają neuroprzekaźniki, neuropeptydy.
W każdym razie nie taka, jak na samym początku, przed stworzeniem mechanizmów przywiązania. Między innymi dlatego, że w momencie poznania jest element nowości, niepewności, zabiegania i szczególnej mobilizacji. Ale z drugiej strony przywiązanie nie stanowi antytezy pożądania. Nie musi go eliminować. Nawet nieodczuwane w tak intensywny sposób może być silne i przyjemne. Sam początek możemy porównać do narkotycznego doznania. Później następuje pewna adaptacja. Powtarzalność doświadczania bliskości z drugą osobą przez wiele lat może być nadal przyjemna, niektórzy mówią o tym uczuciu jako mniej intensywnym, ale głębszym, pełniejszym w miarę wzrastania wzajemnego zrozumienia, gromadzenia wspólnych wspomnień i wartości. Z punktu widzenia erotyzmu, w tym spokoju dobrze jest czasem podsycić płomień pożądania.
Rozmawiała Beata Biały
W tekście wykorzystano fragmenty książki „SpełniONA. Czego pragną kobiety” Dom Wydawniczy Rebis
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Jeśli podobają Ci się nasze treści, to udostępnij naszą stronę swoim znajomym
Chcesz opublikować na naszym portalu jakąś ciekawą historię, napisać własny artykuł? Napisz do nas: redakcja@seniornaczasie.pl
REKLAMA
FUNDACJA SENIOR NA CZASIE
KRS | 0001065276
NIP | 9462733434
REGON | 526765451
Ul. Frezerów 3, 20-209 Lublin
+48 730 540 210
kontakt@seniornaczasie.pl
Fundacja Senior na Czasie informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie seniornaczasie.pl podlegają ochronie.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.
© Copywright 2024 Fundacja Senior na Czasie